Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
1. Powiadamiam o notkach. TYLKO NA GG. Kto chce być powiadamiany, wpisuje się w księdze i podaje swoje gadu.
2. Numer z którego powiadamiam: 12755891. Na tym gadu będę rzadziej niż nas swoim prywatnym, ale na niego piszemy ze wszystkimi sprawami związanymi z blogiem. Pytaniami itp ;D.
3. Nadano mi imię Karina, a blog jest o moim związku z niżej nadmienionym Billem K., jednak zmieniłam imię dziewczyny. Nie lubię używać własnego. Nie pytajcie dlaczego. To takie osobiste zboczenie ;D.
----
Rozdział XXX „Podróże”
Uch. Nie mam pojęcia kto pisze te komentarze, po kilka na raz. Albo się to skończy, albo zablokuję dostęp do bloga ;/. I tak nie dodam notki wcześniej. Nie jestem taka głupia ;>. Wystarczy poczekać te kilka dni. Nic wam się nie stanie.
Rozdział XXX „Podróże”Czas płynął ale uczucia wciąż nie potrafiły opaść. Mimo tego, iż rozstałam się z Billem, nie zakończyłam kłótni z rodzicami. Zauważyłam też, że mały Kuba jest idealnym materiałem na mojego przyszłego następcę. Kochał mnie dużo mocniej niż mamę i tatę. I mimo tego, że pojawił się w tak złym dla mnie momencie, nauczyłam się go akceptować. Chętnie łapał mnie za rękę, lubił ze mną przebywać. Ponieważ takie małe dziecko ma jeszcze maleńki rozumek, łatwo było go podburzyć. Rodzice nie dawali sobie z nim rady. Słuchał tylko mnie i tylko ja potrafiłam nad nim zapanować.
W szkole wszystko układało się dobrze. Na szczęście mojego liceum nie wybrała Natalia i praktycznie nikt mnie tam nie znał. Sytuacja ze znajomymi była jednak zupełnie inna, niż w gimnazjum. Wyglądało na to, że wyjazd do Niemiec naprawdę mnie zmienił. Otaczała mnie zazwyczaj grupka ludzi, których lubiłam. Może nie było to to samo co Mandy i Cornelia, chłopcy, ale zawsze coś. Uczniem mojego liceum był także Maciek , chłopak, który w jakiś sposób znał Billa i dobrze wiedziałam, że wciąż utrzymuje z nim kontakty. O dziwo, był chyba jedyną osobą która nie chciała ze mną rozmawiać, zawsze spławiał mnie jakimś głupim pretekstem. Pewnie nie chciał, żebym wypytywała go o Kaulitza.
A co do samego Kaulitza, to wreszcie udało mu się osiągnąć swoją wymarzoną popularność. Któregoś dnia, jakieś dwa miesiące po naszym rozstaniu, włączyłam telewizor na kanale muzycznym i spojrzała na mnie twarz mojego byłego chłopaka.
— Ładnie, Billy, ładnie. — Pomyślałam.
Piosenka sprawiła, że uczucia znów powróciły. I co najważniejsze, rozpoznałam w niej „Monsun”, który napisaliśmy razem. Boże. Tyle chwil, niepewności, nadziei. A teraz to wszystko uciekło, tylko po to aby on mógł pokazać się w telewizji. Czy sława jest warta utraty miłości?
Cierpienie potęgowały codzienne spotkania z nim. Koleżanki z liceum zaczęły rozmawiać o jego zespole, kiedy szłam do kiosku zewsząd otaczała mnie jego uśmiechnięta buzia. Któregoś dnia nie wytrzymałam i kupiłam gazetę z wywiadem. Musiałam wiedzieć, co on opowiada mediom. Zapewne też o mnie... Miałam szczęście, bo trafiłam akurat na artykuł o wymarzonej dziewczynie.
„Musi być zabawna i spontaniczna. Ważne, żeby umiała śmiać się sama z siebie, bardzo to cenię. To nie znaczy że ma być słodką idiotką, raczej przeciwnie. Nie musi być najpiękniejsza, wygląd nie jest taki ważny. A poza tym jeśli kogoś kocham to i tak w jakiś sposób pociąga mnie swoją fizycznością” — mówił.
Jasne. Tylko czy ja nie pociągałam go fizycznością? A kogo tak długo i wspaniale kochał? Pojawiał się teraz wszędzie. Ciekawość ogarniała mnie coraz bardziej i zaczęłam czytać o nim plotki, newsy. Kilka dni później miałam okazję obejrzeć wywiad w telewizji. Siedziałam na kanapie zajadając się chrupkami i gapiłam się w ekran. Wciąż nie mogłam oderwać od niego oczu.
— Bill, a co z dziewczynami? — Padło w końcu pytanie prezenterki.
— Znaczy wiesz. — Zaczął powoli, śmiejąc się. Ten uśmiech wciąż był taki sam. — Już wiele razy mówiłem, że nie szukam niczego nadzwyczajnego. Ona nie musi być boginią, po prostu powinna być fajna.
— A więc wszystkie fajne Panie do Billa Kaulitza. — Zachichotała prowadząca. — Okej. Jakieś preferencje co do ubioru?
— Podobają nam się dziewczyny w spódniczkach. — Wypalił Tom. — Ale takich krótkich. Lubię, jak dziewczyna ma fajną pupę i nie boi się jej pokazać.
— Tak, ale fajna pupa to nie wszystko. — Przerwał mu Czarny. — Zawsze najważniejszy jest charakter. Przecież nie można być ze sobą nie rozumiejąc się, albo ciągle kłócąc. Taki związek nie ma sensu i pewnie nie przetrwa.
— A kiedy ostatni raz byliście naprawdę zakochani?
— Czy ja wiem, w moim przypadku raczej nie mówi się o zakochaniu. — Tom zaczął się śmiać. — To raczej działka Billa. Ja uwielbiam każdą kobietę.
— Więc, Bill..? — Zagadnęła go łagodnie prezenterka.
— Ja... Miałem dziewczynę, w ostatniej klasie gimnazjum.
Serce zaczęło mi walić w piersi. Przecież on mówi o mnie! Albo o Natalii... Cholera jasna, wszystko jest takie skomplikowane. Ale przecież z Natalią był tylko jeden dzień... A ze mną o wiele dłużej.
— I, co z tego wyszło?
— Nic nie wyszło. Było fajnie i się skończyło. — Po chwili się uśmiechnął. — No, ale było, minęło i znów jestem wolny.
Było, minęło. Fajnie mnie traktuje, nie ma co. Może to nie była miłość..?
W lipcu skończyłam siedemnaście lat. Nie były to szczęśliwe urodziny. Matka kupiła mi jego płytę, twierdząc że często słyszy tę muzykę z mojego pokoju. Słuchałam jej tylko dlatego, aby móc słyszeć jego głos. Bardzo nie chciałam go zapomnieć. Wciąż tak samo sentymentalna... W tym dniu zrozumiałam także, że być może błąd nie do końca tkwi w moich rodzicach. Przecież przed wyjazdem było dobrze i muszę przyznać, że czasem mi tego brakowało. Ale nasza kłótnia zaszła zbyt daleko. Teraz już niczego nie da się odwrócić, nawet jeśli tak naprawdę to ze mną jest coś nie tak.
W sierpniu, w okolicy rocznicy naszego rozstania, w ostatnich dniach aktywności mojego niemieckiego numeru, coś podkusiło mnie by włączyć go po raz ostatni. Wyjęłam swoją polską kartę z komórki i wsunęłam drugą. Wstukałam na klawiaturze kod PIN i włączyłam telefon. Nie minęło pięć minut i zbombardowały mnie sms'y i nieodebrane połączenia. Telefon się zaciął i nie dało się nic zrobić. Na wyświetlaczu zobaczyłam kolosalne liczby. Ponad 1200 nieodebranych połączeń i 500 wiadomości! Nic dziwnego, że telefon zaczął wariować. Nie było możliwości ich przeczytać. Próbowałam kilka razy, jednak komórka za każdym razem się zacinała i blokowała. Za dużo informacji.
Kolejne święta Bożego Narodzenia nadeszły tak niespodziewanie. Wszyscy cieszyli się i śpiewali radosne kolędy, jednak ja nie potrafiłam odnaleźć się w tym nastroju. Wciąż byłam smutna, przygnębiona, a święta wcale nie były dla mnie szczęśliwe. W Wigilię nikt nie powinien być samotny... Żadne serce nie powinno być zimne i opuszczone – a moje właśnie takie było. Kolację w dzień poprzedzający Boże Narodzenie zjadłam w hospicjum dziecięcym. I chociaż moi rodzice nalegali, żebym usiadła z nimi przy wigilijnym stole, ja wolałam spędzić cały dzień ubierając choinkę, śpiewając kolędy i dzieląc się radością z chorymi dziećmi. Dla niektórych z nich to już ostatnie święta. I chociaż one umierają, to tak pięknie widzą świat, dużo piękniej niż my, zdrowi ludzie. Dobrze się czułam, wiedząc że daję im ciepło w ostatnich dniach jakie im pozostały. W tym okresie zrozumiałam, jak kruche jest ludzkie życie. Jak małe, niewinne istotki umierają, bo ich matki paliły czy piły w czasie ciąży. Wiedziałam że nigdy nie skrzywdzę tak mojego dziecka, choćby nie wiem co. Jeśli tylko będę miała z kim je mieć...
Bill wciąż nie pozwalał o sobie zapomnieć. W kwietniu jednak totalnie przegiął. Jak zwykle w moim pokoju rozbrzmiewały dźwięki kanału muzycznego, gdy z głośników popłynęły delikatne dźwięki gitary. Odwróciłam się od biurka przy którym siedziałam i spojrzałam w ekran telewizora – jeszcze nigdy nie słyszałam tej melodii. Środkiem jakiegoś nieprzyjemnego parkingu szedł Bill w długim płaszczu. Patrzył prosto w kamerę, prosto w moje wielkie oczy, a kiedy zaczął śpiewać moje powieki rozwarły się szeroko, a gałki oczne przybrały rozmiar pięciozłotówek.
— Przypomnij sobie o Tobie i o mnie, ten świat na dole się nie liczy, proszę, nie skacz... — Śpiewał, biegnąc do swojej postaci stojącej na skraju dachu.
— Nie skacz. — Powtórzyłam szeptem. — Ty..! Ty gnoju!
Zamachnęłam się i ręką potłukłam lustro nad toaletką. I chociaż krew ciekła ciepłym strumieniem z pokaleczonego nadgarstka, leżałam na łóżku i płakałam, szarpiąc się za włosy, słuchając jego piosenki, naszej piosenki. Och, Bill...
Za dwa tygodnie kończę 18 lat. Wydoroślałam. Muszę przyznać, że patrząc w lustro nie widzę już żałośnie małych, płaskich piersi ani okrągłej buzi. Twarz mi się wydłużyła i spoważniała, a piersi urosły do znośnego rozmiaru. Stałam się prawdziwą, młodą kobietą. Właśnie siedziałam na Skype i rozmawiałam z Mandy. Nie pozwoliłam rozstaniu zabić naszej przyjaźni. Ona też wyrosła – ścięła włosy które teraz sięgały jej do ramion i zmieniła styl ubrania. Już nie nosiła czarnych, smutnych ubrań, wręcz przeciwnie – wolała jasne, pastelowe kolory a dziś miała na sobie bluzkę w kolorze brzoskwini.
— A co u Corny? — Zapytałam, widząc jej uśmiech w kamerze. — Nadal tam Max? Dawno jej nie słyszałam.
— Nic dziwnego. Z tego co wiem to się rozstali, a ona mieszka teraz w Magdeburgu, wiesz jej tata otworzył tam kancelarię prawniczą. — Powiedziała spokojnie. — A Ty, masz tam kogoś?
— Nie. — Odparłam, spuszczając głowę. — Co prawda minęły już dwa lata... Bill wyparował mi z głowy, ale tutaj nie mam powodzenia. Kilka razy byłam na randce, ktoś chciał mnie mieć. Ale za każdym razem to nie to.
— Nie smuć się Zajączku. — Zaśmiała się. — Tom nie jest lepszy. Chodzą głupie słuchy, że pieprzy po każdym koncercie. Ale gdybyś miała okazję kiedyś go znowu spotkać, to może podasz mu mój numer? Dobra, jest świnią, ale kurczę... Tęsknię za nim jak cholera!
— Przestańmy się nimi przejmować, ok? — Poprosiłam. — Chcę już o nim zapomnieć.
— Tobie łatwo. — Prychnęła. — Ale u mnie są wszędzie. Niemcy oszaleli na ich punkcie. Telewizja, gazety, nawet dzienniki, płyty, zdjęcia, reklamy, bilbordy, niedługo pewnie będą na czekoladzie i kosmetykach. Daj spokój.
— Myślisz, że u mnie ich nie pokazują? — Wykrzyknęłam, nie mogąc się nadziwić. Bill na czekoladzie... — Gazety, telewizja muzyczna, wszędzie widzę ich teledyski. To nie jest łatwe Mandy. Nic w ludzkim życiu nie jest łatwe. Mam już prawie osiemnaście lat. Muszę zacząć wszystko sobie układać.
Rozmawiałyśmy często długie godziny. Obiecałam jej, że odezwę się po swojej osiemnastce za dwa tygodnie. Spędzę ją w Paryżu. Rodzice wybrali sobie Francję jako ostatnie wspólne wakacje. Myślę, że gdzieś w środku czuli, że będę chciała od nich uciec i zacząć nowe życie na własną rękę. Może nie do tego stopnia że zmienię nazwisko, ale na pewno wiedzieli że nie będę chciała z nimi zostać. Nasze stosunki wciąż i wciąż się pogarszały. A co było najśmieszniejsze? Że pierwszym słowem Kuby było moje imię! Nie, nie mamusia która tak go kochała i nie tatuś który ciągle zwoził mu zabawki. Tylko ja. Kate. Siostra, która nauczyła się go kochać jak własnego syna. Która się z nim bawiła i dawała mu całe swoje serce. Przelałam miłość do Billa na tego dzieciaka. Nie wyobrażam sobie, co by było gdyby ten maluch miał zniknąć z mojego życia. Chociaż wciąż nienawidzę matki, ten chłopiec jest promyczkiem w moim życiu. Często przesiadywał w moim pokoju, bawił się zabawkami, powtarzał radośnie moje imię. Teraz mówi już w miarę zrozumiale i jest dużym, dzielnym chłopczykiem.
Ponieważ był to ostatni dzień przed wyjazdem, musiałam się spakować. Wyjęłam tę samą co dwa lata temu walizkę. Ach. Wspomnienia... Podniosłam materiałowe wieko walizki i w oczy rzuciła mi się biała, na pewno dawno zapomniana karteczka. Ostatnią jej podróżą była ta z Niemiec do domu... Więc co to jest? Musiałam nie zauważyć przy wypakowywaniu. Sięgnęłam drżącą ręką po skrawek papieru i wyciągnęłam go na światło dzienne. Delikatnie rozwinęłam zawiniątko. Już po chwili miałam ostatnie słowa dla mnie, kreślone ręką Czarnowłosego.
„Kate, pamiętaj że cokolwiek by się stało, zawsze będę przy Tobie. Twój Bill” — pisał. No jasne... Był, póki ta głupia woda sodowa nie uderzyła mu do głowy.
Następnego dnia, nawet nie wiem jakim cudem tak szybko znalazłam się na lotnisku we Francji. Mnóstwo ludzi, kontrastów, a ja ciągnę za sobą swoją walizkę. Zaraz? To Bill..? Nie... Niemożliwe. Coś mi się przywidziało...
A więc, witaj ponownie, mój ukochany Paryżu! Jak miło Cię znów widzieć! Szkoda tylko, że bez spełnionej obietnicy. Tak, wróciłam do tego miasta, ale sama. I na pewno nie będę bardzo szczęśliwa. Rodzice wynajęli dwa pokoje w drogim hotelu niedaleko głównej ulicy miasta – mój ojciec pracuje w banku, a matka jest urzędnikiem państwowym, więc ich na to stać. Chociaż nie był to Ritz przypominał go zarówno wyglądem jak i ilością gwiazdek. Był wielki, a przed wejściem stał portier który otworzył nam drzwi gdy wysiedliśmy z taksówki. W holu leżała marmurowa posadzka a całe pomieszczenie bardzo przypominało mi to w hotelu w którym zatrzymałam się z Billem. Podeszłam do lady recepcji, bo jako jedyna potrafiłam jako tako dogadać się po francusku.
— Kate! — Zawołał Kubuś, ciągnąc mnie za rękę ku dołowi. — Bzium!
Wskazał paluszkiem na samochody za szybą.
— Tak. — Powiedziałam spokojnie. — Samochody, Kubusiu.
Maluch, który jak na ironię trzymał w ręku dużą maskotkę Kubusia Puchatka wtulił w nią główkę i zamilkł.
Za ladą pojawiła się recepcjonistka.
— Słucham? — Powiedziała przymilnym tonem.
— Mama, pićko. — Jęknął chłopiec w kierunku matki.
— Nie ma Kuba, dopiero później. — Odpowiedziała mu kobieta.
To był błąd. Maluch wybuchnął płaczem i zwracał na nas uwagę całej obsługi, ludzi w holu i przy okazji jeszcze kilku w restauracji która znajdowała się w pomieszczeniu obok.
— No i co zrobiłaś?! — Warknęłam na matkę. — Wszyscy się gapią. Cicho Kubusiu, cicho...
— Cały czas Pani słucham. — Oznajmiła niecierpliwie recepcjonistka po francusku.
— Ach! Przepraszam. — Powiedziałam, zwracając się do niej. Uśmiechnęła się na dźwięk mojego akcentu. — Mamy zarezerwowane dwa pokoje.
— Na jakie nazwisko? — Zapytała kobieta, wyciągając spod kontuaru wielką księgę.
— Chauvin. — Odpowiedziałam, wyciągając dłoń po dowód ojca.
— Tak, mam dwa pokoje. Luksusowe. Na ostatnim piętrze. Numer 470 i 483. — Oznajmiła, wyciągając ku nam klucze.
— Biorę 483. — Złapałam za kluczyk, puściłam rączkę spokojnego już chłopca i pociągnęłam swoją walizkę w kierunku windy, aby nie jechać nią z rodzicami.
Weszłam do dość sporego pokoju, z osobną łazienką. Rzeczywiście musiała być to pierwsza klasa. Wielki telewizor, ogromna wanna, łazienka cała w lustrach. Nieduży taras otoczony był kwiatami. Spędzę tu ostatnie dwa tygodnie swojego dzieciństwa... A później stanę się prawdziwą, dorosłą kobietą. Zaczęłam rozpakowywać walizki, rozłożyłam swoje kosmetyki w łazience a ubrania w szafie. Rzuciłam na łóżko pluszowego miśka, który niegdyś należał do Billa. Mogłabym go sprzedać na jakimś portalu aukcyjnym gdyby tylko zdradzić jego pochodzenie, jednak chłopak miał mojego pluszaka, a ja potrzebowałam futrzanego przyjaciela.. Dlatego nigdzie go nie oddałam. Po skończonym wypakowywaniu nalałam sobie soku z lodóweczki i usiadłam na tarasie, racząc się panoramą miasta.
— I co dzisiaj robimy..? — Usłyszałam męski, delikatny głos z tarasu obok.
— Z tego co wiem to chyba Jost ma jakiś plan dla nas. — Odpowiedział mu drugi męski głos.
Oboje rozmawiali po niemiecku. Najpierw nie zwróciłam na to uwagi, ale później rozmowa robiła się coraz bardziej ciekawa.
— Pójdziemy wieczorem do baru? — Zapytał głos który odezwał się drugi.
— Możemy. — Odparł pierwszy. — Ale po co?
— Napijesz się troszeczkę. A ja mam ochotę na jakąś panią. — Głos zachichotał chciwie.
— Och, znowu? Przecież w Lizbonie spałeś z jakąś... jak jej tam było? Nie pamiętam.
— Nie udzielaj się, bo sam nie pieprzyłeś od dwóch lat. Już nie pamiętasz jak to jest. — Prychnął ironicznie głos.
— Pamiętam. To wspaniałe uczucie, zwłaszcza gdy kogoś kochasz. — Odpowiedział mu drugi głos, obrażonym tonem.
Postanawiając zachować resztki mojej moralności, wróciłam do pokoju, odstawiając pustą szklankę po soku na stolik, na którym leżały ulotki. Wcześniej ich nie zauważyłam.
— Ciekawe. — Pomyślałam, sięgając po kilka skrawków papieru.
Promocja na zakupy w sklepie, reklama sklepu z instrumentami, informacje o Paryskich zabytkach, muzeach. Niby nic ciekawego. Już chciałam zgnieść ulotki, kiedy jedna z nich rzuciła mi się w oczy. Wyciągnęłam ją z pliku innych.
— O cholera! — Wykrzyknęłam na głos, widząc jej treść.
Na pierwszej stronie widniały twarze Billa i Toma oraz ich dwóch kolegów z zespołu. Pod spodem znajdował się napis „Tokio Hotel w Paryżu!”. Przełknęłam ślinę i odwróciłam ulotkę zaciekawiona terminem przyjazdu chłopaków. Treść była mniej więcej taka:
Już niedługo!
Tylko w Paryżu!
Zespół, który podbija Europę i serca nastolatek!
Zobacz Billa, Toma, Georga i Gustava na żywo!
Już 24 sierpnia, w hali Le Zénith!
Tylko teraz, wyjątkowa promocja dla klientów naszego hotelu. Bilet 20% tańszy.— O. — Mruknęłam sama do siebie i jeszcze raz spojrzałam na podobiznę chłopaka. — Może warto by się wybrać na ten koncert i powspominać z Billy'm stare czasy?
Spojrzałam na swoją dłoń i pluszowego misia.
— A przy okazji oddam mu ten pierścionek i miśka. — Pomyślałam głośno. — Już do mnie nie należą.
I z zamiarem wypytania o bilety na koncert, podniosłam słuchawkę telefonu ustawionego na mojej szafce i z książeczki która przy nim leżała wstukałam numer obsługi klienta. Pani która miała dyżur przy aparacie była bardzo miła i oczywiście obiecała, że bilety będą w moim pokoju jutro rano. Wspaniale.
Kate 24/02/2009 19:22:25 [
Powrót]
Komentuj
O my (czytać maj) ale masz boskie opowiadanko.
O my!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! 27/02/2009 18:08:42
brak www IP: 83.24.5.105
Wiesz?Przeglądałam blogi i weszłam na twój.Jest naprwawdę wspaniały!Opowiadania,są naprawdę ciekawie pisane.Kiedy je czytałam,nie mogłam się oderwać!Twoje opowiadanie jest naprawdę niezwykłe.
Pozdrawiam Ronijania
Ronijania 26/02/2009 20:54:37
brak www IP: 83.24.37.114
cudne *__*
nawet polubiłam Francje ^^ xD
Neasty xD 26/02/2009 18:18:23
brak www IP: 89.76.174.194
Naprawdę,bardzo fajny odcineczek.Och,jak ja już się nie mogę doczekać następnego!Ciekawa jestem,co stanie się na koncercie?
Niniaaa xD 26/02/2009 17:53:17
brak www IP: 83.24.37.114
Och ale będzie fajnie :PP Już sobie to wyobrażam !!! Bill i Kate !!! Ale będzie !!!!och i ach No cudo :))A zadziwiło mnie to że Kate pokochała tego "bachora" jak go nazywała na początku :)) I cieszę się z tego :)) Och aaaaa kocham ich :PP :**
Marl 25/02/2009 22:35:00
brak www IP: 83.5.8.44
Ciekawe jak się rozwinie koncert i ich spotkanie...
Czekam na następna notkę ;* ;)
J.Lo 25/02/2009 21:37:26
brak www IP: 83.242.82.9
Bardzo ciekawy ten rozdział.Nie mogę doczekać się następnego!!!
Miriam 25/02/2009 20:16:14
brak www IP: 83.24.44.100
ulala, ciekawie się zapowiada xD
white 25/02/2009 17:14:21
brak www IP: 194.106.193.208
Fajnie by było gdyby znowu byli razem, a Bill nie zachowywał się jak świnia. xD
karo 25/02/2009 16:00:13
brak www IP: 195.116.217.2
Hmm zapowiada sie bardzo interesująco:D sądzę że te dwa głosy dochodzące z tarasu obok to Tom z Billem, którzy też zatrzymali się w tym hoteu x) ojj będzie się działo, coś czuje! Czekam z niecierpliwością na nexta!^^ :***
Roxyx 25/02/2009 15:27:32
brak www IP: 83.10.52.60
Podstrona:
*1* /
2
Szablony z Tokio©
Miss Izabela.