Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
Jedna historia, tysiące ulic i serc... <3.
1. Powiadamiam o notkach. TYLKO NA GG. Kto chce być powiadamiany, wpisuje się w księdze i podaje swoje gadu.
2. Numer z którego powiadamiam: 12755891. Na tym gadu będę rzadziej niż nas swoim prywatnym, ale na niego piszemy ze wszystkimi sprawami związanymi z blogiem. Pytaniami itp ;D.
3. Nadano mi imię Karina, a blog jest o moim związku z niżej nadmienionym Billem K., jednak zmieniłam imię dziewczyny. Nie lubię używać własnego. Nie pytajcie dlaczego. To takie osobiste zboczenie ;D.
----

Rozdział XX „Nowy dom”

Długo się nie słyszeliśmy... Jednak dłużą trudność sprawia wam pisanie komentarzy. Wiecie, że zazwyczaj dodaję notkę po piętnastu...
Rozdział XX „Nowy dom”
Kilka dni później, wytoczyłam się z domu Mandy z wielką walizką. Dziewczyna też się pakowała, jednak postanowiła odprowadzić mnie na rynek, skąd miał mnie odebrać ktoś, kto zgodził się mną zająć. Przygaszona człapałam ulicą, chlapiąc wodą z kałuż. Wigilia będzie za trzy dni... A ciągle nie ma śniegu.
Dotarłszy na rynek uściskałam mocno Czarnowłosą i obiecałam, że zadzwonię kiedy tylko dowiem się z kim mieszkam.
— Dbaj o siebie. — Szepnęła zmartwiona. — Nie daj się zbałamucić jakiemuś przystojniakowi.
Uśmiechnęłam się lekko, z niewielką nadzieją, że być może trafię właśnie na jakiegoś przystojniaka.
— Dzięki Kochana. Życzę Ci bardzo wesołych świąt.
— I ja Tobie. Pilnuj się tam przed Kaulitzami! — Spojrzała na mnie po raz ostatni.
Ruszyłam w kierunku ławeczki, na której zazwyczaj spotykałam się z przyjaciółkami. Siedziała na niej ładna blondynka w średnim wieku. Skądś kojarzyłam jej twarz, jednak nie mogłam sobie zupełnie przypomnieć skąd...
— Kate, tak? — Zaczepiła mnie, zapewne rozpoznając po wielkich walizkach. — Simone.
Wyciągnęła ku mnie dłoń, którą delikatnie uścisnęłam. Co za głupia sytuacja...
— Dziękuję, że zdecydowała się Pani przyjąć mnie na święta... — Szepnęłam skrępowana. — To bardzo miłe.
— U nas w domu przyda się jeszcze jedna kobieta. Dwóch facetów pod jednym dachem i ja sama. Kochana, mów mi proszę po imieniu.
Skinęłam tylko głową i dałam się zaprowadzić do samochodu. Przez całą drogę nie patrzyłam przez okno, ani nie odezwałam się słowem. Przyglądałam się onieśmielona swoim dłoniom. Dopiero kiedy wysiadłam, zrozumiałam gdzie będę mieszkała. Tuż obok zobaczyłam znajomy przystanek, za płotem ten sam maleńki domek należący do Mandy i Susanne.
Zadbane podwórko na którym zaparkowała Simone było przyozdobione świątecznymi drzewkami owiniętymi łańcuchami światełek. W oczy rzuciła mi się ławeczka, skryta między krzewami. Dom nie był duży, ale podobał mi się. Sądząc po przyjemnych, jasnych firankom w oknach i dekoracjach w ogrodzie, kobieta bardzo dbała o swoje otoczenie, czyniąc je tym samym przytulnym i ciepłym. Ona i jej synowie na pewno są szczęśliwi. Synowie – tak, już wiedziałam, do kogo trafiłam.
Blondynka otworzyła drzwi kluczem. Pomogła mi wnieść walizki, ale zanim zdążyłam podziękować, upadłam na ziemię, lizana przez czarnego, wielkiego psa.
— Scotty! — Usłyszałam znajomy głos. — Złaź! Uch! Sorki, Kate.
Nieco zakłopotany uśmiechał się do mnie Tom, trzymając mocno psa, wesoło merdającego ogonem.
Usłyszałam kroki na schodach. Uniosłam głowę, dostrzegając czarnowłosą czuprynę – Bill.
— Och, witaj Kate. — Uśmiechnął się sztucznie.
— Billy! — Zawołała Simone. — Jak dobrze, że jesteś. Pomóż koleżance zanieść jej bagaże, pokaż pokój. A Ty Kochana się nie krępuj, czuj się jak u siebie!
Czarny nieco zakłopotany czułością okazaną mu w tak nieodpowiedniej chwili przez matkę, pochwycił szybko moją walizkę i ciągnął ją po schodach ku górze. Chwilę później wprowadził mnie do niewielkiego pokoiku na poddaszu, który miał być moim nowym domem – przynajmniej na jakiś czas.
— Mieszkam w pokoju obok. — Powiedział głucho, wskazując na ścianę po prawej. — Łazienka jest naprzeciwko. Gdybyś czegoś potrzebowała, to... no... wiesz, gdzie mnie szukać.
Kiwnęłam lekko głową, a on opuścił pokój, zamykając za sobą drzwi. Opadłam na duże, osłonięte baldachimem łóżko. Przykryłam twarz poduszką i pozwoliłam kończynom bezwładnie upaść na miękki materac. Dopiero po chwili poczułam, że coś czule liże moją dłoń. Podniosłam głowę i ujrzałam czarne, jak dwa żuki oczy psa.
— Scotty, tak? — Szepnęłam, wyciągając ku niemu dłoń.
Radośnie zamerdał ogonem i wskoczył mi na łóżko. Jego duże łapy przygniotły mnie do poduszki.
— Łooł, kolego! — Wydusiłam, spychając go z siebie. — Aleś Ty ciężki!
Psiak nie pozwolił mi odetchnąć, natarczywie starając się polizać moją twarz. Zmusił mnie do podniesienia się z łóżka, więc postanowiłam się rozpakować. Krążyłam pomiędzy walizkami i szafą, czując na sobie wzrok psa, który śledził każdy mój ruch.
Po kilku godzinach, kiedy zdążyłam urządzić pokój po swojemu, ktoś zapukał do drzwi. Prosiłam.
— Mama prosi na obiad. — Oznajmił blondyn z dredami.
— Jasne Tom. Za chwilę zejdę. Dzięki. — Uśmiechnęłam się lekko, kiedy Scotty wybiegł za nim.
Usiadłam przy stole pięć minut później, naprzeciw Billa. Rzucałam na niego nerwowe spojrzenia, na które na szczęście nie raczył odpowiedzieć. Gdyby spojrzał... Być może znów te oczy zawróciłyby mi w głowie, może znów czułabym, że chcę zbyć z nim blisko – a wcale nie chciałam.
Wieczór przyszedł niespodziewanie szybko. Po kąpieli, owinięta jedynie ręcznikiem prześlizgnęłam się korytarzem do pokoju. Chęć opowiedzenia Mandy o wszystkim co się dzisiaj wydarzyło, przezwyciężyła potrzebę ubrania się.
— Katy? To Ty? — Zapytał znajomy głos Czarnowłosej.
— A kto inny? Ja! Jak tam tata? — Zagadnęłam, nie mogąc się doczekać odpowiedzi dziewczyny. Byłam ciekawa jej ojca prawie tak samo jak ona.
— Spotykamy się z nim dopiero jutro, na pewno wszystko dokładnie Ci opowiem. — Odpowiedziała. — A Ty? Jak nowy dom?
— Daj spokój... — Szepnęłam, zupełnie tracąc humor. — Mieszkam z Billem.
— Biedna... — Mruknęła. — A tak się modliłam, żeby jednak udało Ci się tego uniknąć. Ale... Zawsze są jakieś pozytywy.
— Pozytywy?! — Wykrzyknęłam, zdziwiona. Co ona pieprzy?! — Gdzie tu widzisz jakieś pozytywy?
— No... Możesz na niego codziennie widywać, a on... nie oszukujmy się, przecież widzę, jak on na Ciebie patrzy! — Zachichotała.
— Mandy. Jesteś głupia. — Ofuknęłam ją. — Zadzwoń, jak się uspokoisz.
— Oj, nie naburmuszaj się tak. — Usłyszałam uśmiech w jej głosie. — Trzymaj się ciepło, Mała. Paa.
I rozłączyła się, zanim zdążyłam ją zatrzymać. Z westchnieniem zaczęłam się przebierać w piżamę. Zrzuciłam z siebie ręcznik, który opadł powoli na podłogę. Założyłam delikatne, satynowe spodenki i już miałam ubrać koszulkę, kiedy usłyszałam szelest. Odwróciłam się i zobaczyłam Czarnowłosego, czerwonego jak burak.
— Chciałem... Pogadać... — Szeptał, wpatrując się w moje obnażone piersi.
Podniecenie kipiało z niego z każdej strony.
— Puka się... — Mruknęłam, zapominając o tym, by się zasłonić.
Spojrzeliśmy sobie w oczy, nagle czułam jego duszącą bliskość. Zamknął za sobą drzwi.
— Nie bój się. — Szepnął dobrodusznie, wyciągając ku mnie dłonie.
Pozwoliłam mu objąć mnie mocno i sama przylgnęłam do niego. Jego zapach... Jego wzrok... Jego pocałunek...
Ogarnął mnie z każdej strony, zatapiając w podniecającej ciszy, przerywanej tylko dźwiękiem języków. Chłopak pociągnął mnie na łóżko, nadal namiętnie całując. Nie potrafiliśmy odmawiać sobie swoich ust, przez co ciągle wynikają takie sytuacje. Jak się po chwili okazało, kłopotliwe sytuacje. Mandy miała rację, Bill przymykał oczy, jego dłonie wodziły po moich piersiach, oddech przyśpieszył, na udzie czułam jego powiększające się przyrodzenie... Palce zjechały niżej, wsunął je pod miękki materiał spodenek, pchając je prosto w moją delikatną kobiecość...
Nie mogę. Odepchnęłam go. Z chwilą kiedy nasze usta się rozłączyły i on się opamiętał.
— Przepraszam. — Szepnął tylko, zanim odwrócił się na pięcie i szybko wyszedł.
Uciekł. A więc tak wyglądała odwaga słynnego Pana Kaulitz. Wciąż czułam smak jego truskawkowej pomadki ochronnej, której musiał użyć przed chwilą.
Dlaczego każdy moment z nim musi się kończyć pieprzonym pocałunkiem?! To już trzecia taka akcja, nie licząc tych podczas pechowej upojnej nocy, a ja wciąż i wciąż nie umiem się oprzeć... Jedyny ratunek znajdowałam w Tomie. W drodze na obiad zauważyłam tabliczkę z jego imieniem na jednych z drzwi, więc pozostawało mi do nich zapukać, z nadzieją, że jeszcze nie śpi.
— Wejdź, Kate. — Usłyszałam.
Zdziwiona zdolnościami telepatycznymi Dreda, nacisnęłam klamkę i weszłam do środka. Tom leżał w bokserkach na łóżku. Odchrząknęłam znacząco.
— Myślałam, że skoro już wiesz że to ja, to przynajmniej się ubierzesz... — Mruknęłam.
— Daj spokój. Musisz przyznać, że całkiem niezłe ze mnie ciasteczko. — Puścił mi oczko, chichocąc.
— Powiedz to Mandy. — Upomniałam go, a on natychmiast włożył na siebie koszulkę. — Dzięki. A teraz do rzeczy. Skąd wiedziałeś, że to ja?
— Mama i Bill nigdy nie pukają. — Wyjaśnił pokrótce.
Pokiwałam powoli głową, postanawiając przejść do mojej sprawy.
— Bill był u mnie kilka minut temu. — Wyznałam powoli, bojąc się jego reakcji na to, co za chwilę powiem.
— I co..? — Ciągnął mnie za język.
— No przyszedł, byłam pół naga, miałam odsłonięte nagie piersi... No i on... Tak jakoś wyszło, że...
— Wyznał Ci miłość?! — Wykrzyknął, podskakując radośnie.
— Nie. Nie wiem, skąd ta głupota przyszła Ci do głowy, przecież się nienawidzimy. Wy mnie nienawidzicie. — Mruknęłam, spoglądając w kierunku podłogi.
— Ja Cię lubię, nie robię Ci żadnych złośliwości. To Bill... On jest głupi. Wydaje mu się, że takimi numerami coś osiągnie. Ale nie dałem Ci dokończyć, przepraszam... Co takiego się wydarzyło, kiedy mój brat raczył do Ciebie wpaść? — Przypomniał.
— Całowaliśmy się. — Wyszeptałam. — Znowu, znowu!
Postanowiłam nie wspominać o palcach, które jego brat tak namiętnie wpychał w moje spodenki. Jeśli Bill się odważy to na pewno i Dred będzie o tym wiedział. On tymczasem uśmiechał się lekko, zaczynając mówić dopiero po chwili:
— No wiesz... Mój brat i Ty... Jesteście jak... Takie dwa głupie kozły. — Wyszczerzył do mnie zęby.
— Sam jesteś kozłem! — Prychnęłam, zakładając ręce na piersiach. — Nie obrażaj mnie!
— Och, no! — Fuknął. — Nie to miałem na myśli. Wiesz, ciągniecie do siebie, a jednocześnie się odpychacie. Ja myślę, że ostatecznie się zejdziecie...
— Byłabym Ci wdzięczna, gdybyś raczył za mnie nie decydować. — Burknęłam. — Jeśli bym chciała, to Bill mógłby być mój już jutro!
— Na Twoim miejscu brałbym się za niego. — Puścił mi oczko. — Ale to oczywiście tylko Twoje postanowienie, ja nie mam prawa w nie ingerować. Jeśli masz takie życzenie, porozmawiam z Billem, ale nic nie obiecuję.
— Nie! — Zaprzeczyłam gwałtownie. — Nie chcę być z Czarnym, chyba zwariowałeś! On... on mnie nienawidzi, a ja jego! Nie bądź głupi, Tom!
I nie czekając na jego odpowiedź, opuściłam pokój. Pięć minut później leżałam już w łóżku, pod ciepłą kołdrą, starając się nie zwracać uwagi na wycie wiatru i szum gałęzi za oknem. Musiałam tylko zasnąć...
♥♥♥♥
Bill od kilku chwil kręcił się nerwowo w swojej pościeli. Za oknem szalał wiatr, a jego myśli zachowywały się bardzo podobnie. Na dłoniach wciąż czuł dotyk skóry na jej piersiach, a nos błagał o ten sam zapach. Złapał się za głowę, czując, że jeśli nadal tak będzie to zwariuje. Przecież musi być jakiś sposób, żeby zobaczyła w nim kogoś bardziej wartościowego niż ten Bill, który ją bił i szarpał. Przez ostatni miesiąc zachowywał się jak palant, a ona nawet nie pisnęła... Musi być dla niej ważny, skoro nie poszła się poskarżyć. Chciała oszczędzić mu kłopotów? I ten pocałunek, kolejny pocałunek... Mmm.
♥♥♥♥
Jak okazało się kilka dni później, Pani Kaulitz była bardzo obowiązkową kobietą, która wyjątkowo kochała święta. Jak dowiedziałam się od niej dzień przed wigilią, postanowiła zaprosić większość rodziny, a ja jak zwykle mam się nie krępować. Łatwo jej mówić! To nie ona ma spędzić święta u obcych ludzi, złożyć im życzenia i spać spokojnie...
Prace w domu zostały podzielone – ja i Bill mieliśmy sprzątać, a Simone wraz z Tomem zajęli się gotowaniem. Nie wiedziałam, że ten chłopak potrafi przyrządzić takie kulinarne cuda! Dodatkowa para rąk u Kaulitzów była bardzo przydatna – to zawsze mniej pracy w krótszym czasie.
- Cieszę się, że pomożesz nam w przygotowaniach. - Oznajmiła mi z uśmiechem matka bliźniaków w przedświąteczny poranek. - Zawsze mamy z chłopcami mnóstwo pracy, w dodatku w domu jest Scotty, który wcale nie pomaga.
- Więc co mam zrobić na początek? - Zapytałam, chcąc już sięgnąć po szmatkę do ścierania kurzów.
- Nie, nie. To potem. Najpierw idź obudzić swojego pomocnika. - Uśmiechnęła się promiennie. - Znając mojego syna, jeszcze smacznie śpi.
Zdziwiłam się. To było dość dziwne z jej strony. Przecież Bill na pewno powiedział jej o naszym konflikcie... Poczułam się przez chwilę tak, jakby próbowała nas swatać.
Nieco onieśmielona wróciłam na piętro, z zamiarem zapukania do drzwi chłopaka. Uniosłam dłoń, jednak zatrzymałam ją wpół drogi do drzwi. Coś w środku kazało mi zrobić szaloną rzecz. Nacisnęłam na klamkę – otwarte. Weszłam do pokoju na palcach, zamykając za sobą drzwi z cichutkim klapnięciem. Czarny leżał na łóżku, z zamkniętymi oczyma. Noga wystawała mu spod kołdry, głowa spoczywała na poduszce. Jego włosy bez tony żelu i ułożenia w mangową fryzurkę, wyglądały dość śmiesznie. Miał lekko otwarte usta, którymi powoli poruszał. Słodki widok.
Pochyliłam się nad nim delikatnie i z uśmiechem cmoknęłam go w nos. Zamruczał, marszcząc czoło i odwrócił głowę w drugą stronę.
- Wstawaj. - Szepnęłam mu cichuteńko do ucha. - Bill... Pora wstać.
- Niee... - Jęknął. - Jeszcze pięć minutek.
- Masz dziś dużo pracy. Wstawaj. - Mruknęłam, delikatnie go szarpiąc.
- Nie chcę pracować! Zostaw mnie mamo.
- Otwórz oczy. - Poprosiłam.
Leniwie podniósł powieki i krzyknął krótko, zakrywając się kołdrą po uszy.
- Kate! Co Ty tu robisz?! - Wrzeszczał.
- Twoja mama mnie przysłała żebym Cię obudziła. - Wyjaśniłam spokojnie. - A teraz się ubieraj. Mamy trochę do roboty.
Chłopak owinął się kocem i wstał, wypychając mnie z pokoju, ze słowami „muszę się ubrać”. Postanowiłam pozwolić mu na to i zeszłam do kuchni, bo popatrzeć co ciekawego wyczarowują Tom i Simone. Bill raczył pojawić się w kuchni dopiero po pół godzinie. Ułożył włosy, ale przywdział spodnie od dresu i jakąś znoszoną koszulkę. Uśmiechnęłam się lekko na jego widok. Simone od razu wysłała nas do salonu. Pierwszym co zdążyliśmy zrobić, to pokłócić się o ściereczkę do kurzu.
♥♥♥♥
Bill wciąż nie mógł uwierzyć w to co się dzieje. Była w jego domu, przed chwilą brutalne odebrała mu ściereczkę, a teraz, seksownie wypinając do niego tyłeczek, ściera kurz z dolnych szafek... Umm. Jego męska natura wzięła górę, ze wstydem przyglądał się „namiocikowi” w swoich spodniach. Pogładził ją delikatnie po plecach. Albo nie poczuła, albo nie chciała przyznać, że poczuła. Tym samym, delikatnym dotykiem uraczył jej pośladki, ale tym razem zareagowała. Wstała, spojrzała na niego rozwścieczona, ale nic nie powiedziała. By wreszcie na nią nie patrzeć i nie zaprzątać sobie myśli jej obecnością, wziął się za zmywanie podłogi. Jednak zanim zdążył skończyć, znów zagościła w jego głowie. Patrzył, jak nieco niezdarnie wspina się na palce, próbując dosięgnąć najwyższych półek. Z uśmiechem złapał ją w talii i uniósł delikatnie ku górze, pozwalając jej zetrzeć kurz i pajęczyny. Odwrócił się na chwilę, dostrzegając w progu matkę, która śmiejąc się puściła mu oczko i pokazała kciuk uniesiony ku górze.

Kate 12/01/2009 20:27:54 [Powrót] Komentuj


No,no opowiadanie cudo ;*
Jak najszybciej kolejny odcinek złotko ;P
ELiza 16/01/2009 17:49:43
brak www IP: 83.10.246.224

Nie kumam Bill'a... Zmienny jak baba :D Ale odcinek cudo! :D
Mushberry 15/01/2009 21:07:19
brak www IP: 82.45.193.136

może i dziwne ale jakie fajnie..
Kas 15/01/2009 17:02:16
brak www IP: 91.205.90.250

odcinek spoko. nie mogę jedynie pojąć tych dramatycznych zmain nastroju ze strony Kate i Billa. trochę to dziwne, ale poza tym jest ok :)
Ania 15/01/2009 15:03:24
brak www IP: 83.19.103.146

Szkoda tylko, ze nie zaskoczyłaś czymś z tym nowym domem. Tak do Kaulitzów, do przewidzenia.
Ale po za tym to całkiem w porzadku. Czekam na nastepny.
Reed 14/01/2009 15:05:25
brak www IP: 212.59.248.2

SUUUUUUUUUUUPER!!! ja chce jeszcze XDD czekam na next byle szybko !!! pozdro :))
Adziaxxx 14/01/2009 12:38:20
brak www IP: 78.133.161.194

Śliczne jest Twoje opowiadanie takie wciągające.. Masz talent do pisania.. Czytam od początku, ale jeszcze nie komentowałam.. Piękne czekam na nową notke bo nie moge się doczekać co się wydarzy.. PozdrawiamA.
A. 14/01/2009 12:29:31
brak www IP: 91.205.90.250

Zajebiste ^^
Mam nadzieje, że Kate będzie z Billem :*:*
Justysia_billuś 14/01/2009 07:29:37
brak www IP: 89.78.58.143

Fantastycznie, super że Bill już jej nie krzywdzi i jest coraz lepiej ;)
Ka. 13/01/2009 18:47:40
brak www IP: 83.27.177.164

Ten to nic by nie robił tylko macał Kate, normalnie chyba to zawodowo będzie robić. xDD
Czekam na next xPP
J.Lo 13/01/2009 16:07:43
brak www IP: 83.242.82.9


Podstrona: *1* / 2

Szablony z Tokio©
Miss Izabela.
navigation

Weblog
Zähler:
48636

Besitzer


Dodaj do Ulubionych

Ich

Robię coś.
Jak zwykle nietypowo.
Nie mów mi, że mam słodkie usta.
I tak już ktoś ma je na własność.
Pan Bóg stworzył mnie.
A ja, czuję się wyjątkowa.
Jak każdy z nas.
Kocham.
I jestem kochana.
Nie pytaj przez kogo.
Mam pluszowego misia.
Śpię z nim każdej nocy.
I wcale się tego nie wstydzę.
----
Na obrazku:
Moje własne, prywatne oczętaa ;).

Gäste
Ksiega Gości
Dodaj do Księgi

Lieblings








Archiv
2010
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2009
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2008
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień


Layout
Szablony z Tokio
Miss Izabela.
Tokio Hotel.